Mój szef był tak miły, że pozwolił mi też wybrać się na obrady plenarne . Pół dnia więc nie pracowałem, ale jak powiedział Jan, uczestniczenie w posiedzeniach to również część mojego stażu. Fajno, nie? ;-) A sesja była niezwykła, bo debatowano nad wynikami ostatniego szczytu europejskiego (przewodniczący Komisji Europejskiej i Rady Europy relacjonowali jego przebieg) oraz nad sytuacją w Tybecie. Obradom przysłuchiwał się Karma Chopel, przedstawiciel rządu tybetańskiego na uchodźctwie. Wielu posłów przyniosło z sobą na salę flagę Tybetu. Szkoda tylko, że mało kto zdawał sobie sprawę z symbolicznej wagi tego gestu. Bo jak rozmawiałem z ludźmi, to nikt nie wiedział, że za posiadanie flagi tybetańskiej w Tybecie grozi kara więzienia.
środa, 26 marca 2008
Changing approach
Mój szef był tak miły, że pozwolił mi też wybrać się na obrady plenarne . Pół dnia więc nie pracowałem, ale jak powiedział Jan, uczestniczenie w posiedzeniach to również część mojego stażu. Fajno, nie? ;-) A sesja była niezwykła, bo debatowano nad wynikami ostatniego szczytu europejskiego (przewodniczący Komisji Europejskiej i Rady Europy relacjonowali jego przebieg) oraz nad sytuacją w Tybecie. Obradom przysłuchiwał się Karma Chopel, przedstawiciel rządu tybetańskiego na uchodźctwie. Wielu posłów przyniosło z sobą na salę flagę Tybetu. Szkoda tylko, że mało kto zdawał sobie sprawę z symbolicznej wagi tego gestu. Bo jak rozmawiałem z ludźmi, to nikt nie wiedział, że za posiadanie flagi tybetańskiej w Tybecie grozi kara więzienia.
wtorek, 25 marca 2008
"All I wanna do...
A metro jest fajne. Fajne są w nim dwie rzeczy. To, że można sobie muzyki posłuchać, stojąc na peronie (co już wiecie), i to, że każda stacja jest zaaranżowana według innego projektu. Bogacto w różnorodności, bogactwo różnorodności! :-) Oczywiście moi znajomi powiedzieliby Wam, że metro jest fe, bo jest brudne. I to byłoby pierwsze, co mieliby o nim do powiedzenia. Metro to ich ulubiony przykład obrazujący, że Bruksela brudna jest. Ale ja tak na to nie patrzę. Wolę wypatrywać różnic kulturowych na przykład. Pamiętacie te sceny z telewizji, jak to w Pekinie panowie odziani w białe rękawiczki upychają ludzi do wagoników. W Brukseli jest inaczej. Tutaj, na Central Station, panowie odziani w zielone kamizelki pilnują, żeby do wagnika nie wtłoczyła się nazbytnia ilość pasażerów. I chwała im za to! Podróż w porannym ścisku to i tak już wystarczająco średnia przyjemność, nawet jeśli jest to ścisk kontrolowany.
Drobnych różnic, które czynią życie łatwiejszym i przyjemniejszym jest wokół sporo, ale innym razem o nich. A dziś, skoro mowa już była o zwyczajach i ludziach Wschodu, wspomnę jeszcze o Karmie Chopelu (prawie jak Czapel vel Czapla ;-)). To przedstawiciel tybetańskiego rządu na uchodźctwie. Jutro będzie gościem obrad Komisji ds. Zagranicznych PE. Wybieram się oczywiście na to spotkanie - grypa mi w tym nie przeszkodzi! - i szalenie jestem nim podekscytowany. Cudownie jest być w Brukseli, cudownie jest pracować w Parlamencie. Doceniam dany mi tu czas, Bóg mi świadkiem. Wolność dla Tybetu! Free Tibet!!!
poniedziałek, 24 marca 2008
sobota, 22 marca 2008
"Berlin Alexanderplatz" Fassbindera, czyli róg obfitości

Mówię Wam, tu wszystko jest w takiej obfitości... Wiecie pewnie, że poza Atomium, Manneken Pis i frytkami Bruksela słynie z piwa i czekolady. To teraz wyobraźcie sobie pub, w którym można skosztować ponad dwa tysiące gatunków piwa! Albo wyobraźcie sobie, że na każdej niemal ulicy w centrum jest sklep z czekoladą (na niektórych po kilka). A najlepsze wśród nich to ponoć te spod znaku Neuhaus. Mniam! :-)
środa, 19 marca 2008
Kupidyn rezyduje w Brukseli ;-)
Aaa, mam randkę! :-) To znaczy mam mieć. Czy będę miał, to jeszcze nie wiem, bo opieram się przed przyjęciem zaproszenia. To takie niespodziewane, nie przypuszczałem, że stanie się tak szybko. Może nawet po trosze nie wierzyłem, że w ogóle się stanie... Tyle nieurodzajnych lat w Polsce ;-), a tu proszę, już w ciągu pierwszego miesiąca natrafia się okazja. :-D Jestem podekscytowany, ale i trochę struchlały, hehe.
Sven, bo tak ma na imię ten dżentelen o nietuzinkowym guście, jest Niemcem i stażystą w biurze któregoś z eurodeputowanych. Wypatrzył mnie na Fejsbuku. A zachęca do spotkania, kiedy się wzbraniam, pisząc między innymi, że nie będziemy przecież uprawiać seksu, wybierzemy się tylko na piwo. Hmm, biorąc pod uwagę, jak wygląda, I wouldn't mind to have sex with him. ;-)
A co tam słychać w ojczyźnie? Jak czytam w Gazecie, sezon na amory jeszcze się nie zaczął. I pewnie nieprędko się zacznie... :-( No to chyba teraz już nie macie wątpliwości, dlaczego chcę uciekać z Polski, wy, którzy nie rozumieliście mojej niechęci do naszego kraju i fascynacji Zachodem. Tutaj się żyje!!! Żyje się pełnią życia!
wtorek, 18 marca 2008
Frytki na Placu Jourdan

A oto i ów specjał, który się w niej sprzedaje! Mniam. ;-)
niedziela, 16 marca 2008
Library Stagiaires
1. Marta, Polska2. Steffi, Niemcy
3. Klee, najsmutniejszy kraj świata
4. Kata, Węgry
5. Agnes, Szwecja
6. Kathrin, Niemcy
O każdym ze stażystów sporo by pisać. ;-) Powiem tylko, że Agnes nie wygląda w rzeczywistości tak dziwacznie jak na tym zdjęciu, a Steffi opuszcza nas już z końcem marca, bo nie robi stażu w ramach stypendium Shumana (a więc nie płacą jej) i jest tylko na miesiąc.